Kiedy schodziłyśmy po schodach do restauracji nerwowo zerkałam na Ewelinę. Widziałam, że sama się denerwuje i wyciąga głowę, żeby sprawdzić czy może któryś z animatorów jest na Sali. Trzęsącymi się rękami nakładałyśmy byle co na talerz, by po chwili zacząć szukać stolika. Kiedy przechodziłyśmy obok jednego ze stolików, zobaczyłam mężczyznę, który pochylał się nad ludźmi, siedzącymi przy stoliku i coś im tłumaczył. Nie minęła sekunda, a już wiedziałam kto to był. Był to Mój Stary. Niewiele myśląc zaczęłam biec, z pełnym talerzem jedzenia przed siebie, zostawiając Ewelinę daleko w tyle. Dziewczynie trochę zajęło, żeby zorientować się dlaczego uciekłam, ale gdy tylko zobaczyła animatora uciekła za mną. Wyszłyśmy na taras, pamiętam jak bardzo trzęsły mi się ręce z podniecenia, spojrzałam na nie, jakbym chciała je uspokoić spojrzeniem, a kiedy podniosłam głowę zobaczyłam Geja, który gdy tylko nas zobaczył uśmiechnął się i zaprosił gestem ręki do siebie. Pamiętam jego zdziwioną minę, a potem boski uśmiech, który tak często gościł wtedy na jego twarzy. Niepewnym krokiem zaczęłyśmy iść w jego stronę, jako że Ewelina szła przede mną i nie zauważyła animatora popchnęłam ją w jego stronę, a ta stanęła parę kroków przed nim. Bałam się że upuści talerz , który nieporadnie starała się utrzymać w rękach. Położyłyśmy nasze talerze na pierwszym lepszym stoliku, by po chwili przytulić się do Kaana.
-What are you doing here!? – krzyknął ucieszony i obdarował nas swoim szczerym uśmiechem. Nie znałam go dobrze, ale wiedziałam, że on jak nikt inny ma wiele „fałszywych” uśmiechów.
-We are… - zaczęłam odpowiadać, ale nie zdążyłam dokończyć, gdyż usłyszałam tak dobrze znajomy głos, za którym tęskniłam prawie 2 miesiące.
-Karolina!! Ewelina!! – nie musiałyśmy się obracać, żeby wiedzieć kto to. Już po chwili widziałam jak mój animator przytula Ewelinę, która ze szczęścia prawie zemdlała. Obdarowałam ją tylko spojrzeniem pt. „Tknij go jeszcze raz, a umrzesz”. Na co Ew wyszczerzyła się tylko w moją stronę, a na mnie rzucił się Mój Stary, który miał na imię Emre, teraz już wiedziałam jak się nazywa, bo przecież znalazłam go na fb.
-Are you alone? – zapytał mój animator z wyraźną nadzieją w głosie, na co ja lekko uśmiechnęłam się.
-No, we are here with my mum and my brother – odpowiedziałam z uśmiechem. Moja mama była niesamowita. Dobrze wiedziałam, że będziemy mogły robić z Ew co tylko będziemy chciały, a ona nie będzie nas pilnować.
-Really? Where are they? – zapytał, na co ja tylko wskazałam mu palcem w kierunku mojej mamy.
-Heey! Mama! I’m a boyfriend of your daughter! – krzyknął w jej kierunku, a ja chciałam zapaść się wtedy pod ziemie. Wszyscy na mnie spojrzeli. Nawet moja mama, która kompletnie nie umie angielskiego, musiała zrozumieć słowa, które padły z tych boskich ust, wypowiedziane tym boskim głosem. Kaan chciał nas zaprosić do siebie do stolika, ale głupio mi było zostawić mamę i brata samych więc grzecznie odmówiłyśmy i chwiejnym krokiem udałyśmy się do stolika, przy którym siedziała moja mama wraz z bratem.
-Nie wiem czy byłabym w stanie cokolwiek zjeść przy nim – usłyszałam głos Eweliny na co tylko przytaknęłam, gdyż nie byłam w stanie wydusić słowa. Czułam jak policzki mnie pieką od rumieńców.
-Czy wy od razu musicie robić wokół siebie zamieszanie? –zapytała moja mama po czym wybuchła śmiechem widząc nasze miny.
-Proszę uwierzyć. My naprawdę się o to całe zamieszanie nie prosimy – odpowiedziała Ew, a ja tylko spojrzałam w swój talerz i zaczęłam w nim bezmyślnie grzebać. Kiedy wszyscy skończyli jeść udaliśmy się do recepcji po pokoje, które natychmiast dostaliśmy. Gdy tylko weszłyśmy do pokoju zaczęłyśmy się przygotowywać do wyjścia na basen.
-Nie wzięłam klapek! – krzyknęłam na co Ew wzruszyła ramionami i weszła do łazienki.
-Na pewno gdzieś są – odpowiedziała spokojnym tonem – Daj mi chwilę, tylko umyję buzie i je znajdę – kiedy wróciła po niecałych trzydziestu sekundach cała zawartość mojej walizki leżała na podłodze.
-Karolina! – krzyknęła, po czym wybuchła niepohamowanym śmiechem – zostawiłam Cię tylko na chwilę, a Ty tu taki burdel robisz!
-No bo nie wzięłam klapek! – odpowiedziałam jej zła.
-Tych klapek? – zapytała i wyjęła je z mojej walizki.
-Tak! Dokładnie tych! – krzyknęłam uradowana i wyszczerzyłam się w jej stronę. – Dzięki.
-Ehh.. nie ma za co. – odpowiedziała i zaczęła się przebierać.
Po 15 minutach byłyśmy gotowe, po drodze wstąpiłyśmy do pokoju mojej mamy, żeby poinformować ją, że idziemy na basen. Kiedy tam dotarłyśmy nie spotkałyśmy nikogo, ponieważ animatorzy mieli o tej godzinie przerwę. Spokojnie rozłożyłyśmy się na leżakach, zajęłyśmy miejsca dla mojej mamy i brata, nasmarowałyśmy się olejkami i zaczęłyśmy się wylegiwać się na słońcu. Po półtorej godzinie Ew kopnęła mnie w bok. Dosłownie. Kopnęła.
-Patrz kto idzie – szepnęła mi na ucho. Na co ja spojrzałam w bok i zobaczyłam Dj’a, jego prawdziwe imię, jak dowiedziałam się z facebooka to Turkiz. Tak strasznie mi się wtedy podobał. Jego wygląd zapierał mi dech w piersi. Był niesamowicie przystojny. Chłopak spojrzał w naszą stronę i pomachał nam. Nie miałyśmy z nim wtedy bliskich kontaktów więc tylko odmachałam (z podniecenia ledwo podniosłam wtedy rękę, gdyż tak mi się trzęsła) i spojrzałam na Ew.
-Jest trzecia, zaraz zaczną się schodzić – powiedziałam do przyjaciółki, na co ta przytaknęła i patrzyła w kierunku, z którego mieli nadejść animatorzy. Wszyscy animatorzy po chwili pojawili się na basenie. Był wśród nich też nowy animator, którego nie znałyśmy wcześniej, ale widziałam go na facebook’u i wiedziałam, że ma na imię Burak, co wydawało mi się wtedy dość śmieszne.
-We are gonna start our crazy waterpolo! Everybody jump into the pool – usłyszałam najcudowniejszy głos na świecie i mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Gramy Ew? – zapytałam przyjaciółki.
-No jasne, że gramy! Ale muszą po nas przyjść – dodała z cwanym uśmiechem.
-Where are my two lovely girls?! – usłyszałam, a w momencie serce mi stanęło. Bałam się, sama nie wiem czego? Może tego, że wywoła inne imiona? Może tego, że ma tu już inną dziewczynę, a o mnie zapomni? Tak bałam się cholernie. Myślałam, że zaraz zwymiotuje, albo dostanę zawału. Tysiąc myśli przeleciało mi przez głowę w tą krótką chwilę, którą potrzebował na nabranie oddechu. – Ewelina and Karolina?! – krzyknął do mikrofonu, a ja odetchnęłam z ulgą i pomachałam w jego stronę z wielkim uśmiechem na twarzy. Po chwili on i Kaan przyszli po nas by jak zwykle wrzucić nas do tej zimnej, okropnej wody, ale jak tu się na nich gniewać? Gra toczyła się jak zwykle. Wszyscy grali, a nasza czwórka topiła się z boku. Tak naprawdę ta gra powinna nazywać się waterporno, no ale cóż, nie wnikajmy w to, gdzie nasze i ich ręce lądowały. Kiedy gra skończyła się Emre wraz z Kaanem wpadli na genialny pomysł, a mianowicie rzucanie moją skromną osobą. Tak. Rzucanie. Stanęli od siebie w niewielkiej odległości i zaczęli rzucać moją skromną osobą w swoją stronę. Podczas gdy ja darłam się w niebogłosy moja mama leniwie podniosła głowę, zobaczyła co się dzieje, stwierdziła, że nic mi się nie może stać i zaczęła opalać się dalej. Uwielbiam tą kobietę. Mniej więcej tak nam minął dzień. Po kolacji przechodziłyśmy obok basenu i Ewelina opowiadała o tym jak bardzo chciałaby pocałować Kaana, gdy nagle zobaczyłyśmy jak wyżej wspomniany chłopak zmierza w naszą stronę.
-Hi girls! – rzucił i uśmiechnął się w naszą stronę. Ja niewiele myśląc rzuciłam.
-Ewelina wants to kiss you – te słowa same wyrwały się z mojej buzi i przerażona spojrzałam w stronę przyjaciółki, która zrobiła się czerwona na buzi.
-I don’t think she wants it – odpowiedział chłopak z lekkim uśmiechem.
-Why not? – zapytała Ew, co bardzo zaskoczyło mnie, Kaana a nawet samą Ewelinę.
-So come with me – powiedział, a mnie zostawili samą.
EWELINA
Kiedy zostawiliśmy Karolinę samą obleciał mnie strach, przez moją głowę przechodziło w tej chwili mnóstwo pytań "co ja mam robić?", "jak mam się przy nim zachowywać?", "co jeśli on mnie nabiera a zaraz powie żebyśmy wracali do mojej przyjaciółki?". Musiałam się jednak wyluzować chociaż było to bardzo ciężkie kiedy koło mnie z tym swoim boskim uśmiechem szedł właśnie on. To było spełnienie moich marzeń, wiedziałam, że teraz już nie mogę się wycofać, nie mogę i nie chcę. Po chwili znaleźliśmy się na dyskotece, gej usiadł na jednej z kanap i poklepał miejsce koło siebie, dając mi tym znak abym usiadła tuż koło niego. Serce waliło mi jak oszalałe, nie wiem co mnie opętało ale zamiast zająć miejsce koło niego usiadłam po drugiej stronie kanapy. Brawo Ewelina! Tylko Ty możesz być tak głupia - pomyślałam. Mój towarzysz zrobił dziwną minę ale po chwili przysunął się do mnie. Z wrażenia aż zaschło mi w gardle. Po chwili przysunął się do mnie i delikatnie musnął moje usta, stado motyli odezwało się w moim brzuchu. Gej widząc jednak, że nie protestowałam pocałował mnie już bardziej namiętnie. Byłam strasznie szczęśliwa, nie mogłam uwierzyć że to na prawdę się dzieje. Po chwili poczułam jak próbuje rozpiąć mi spodnie jednak nie pozwoliłam mu na to. Oderwał się od moich ust i zapytał mnie "do jakiego etapu doszłaś z facetem?", nie powiem bardzo mnie to pytanie zmieszało odpowiedziałam mu tylko, że do seksu nigdy nie doszło. Na jego twarzy malowało się zdziwienie i rozczarowanie? No tak, przecież on chciał mnie przelecieć a moje dziewictwo najwyraźniej sprawiało mu problem. Po chwili zamyślenia znów poczułam jak mnie całuje, jego ręka powędrowała pod moją bluzkę, tym razem już się nie sprzeciwiałam. Po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie i leżeliśmy na kanapie przytuleni, nagle poczułam jak zabiera mi mój telefon modliłam się tylko żeby nie wszedł w galerię gdyż mógłby się trochę zdziwić, że są tam zdjęcia wszystkich animatorów. Odetchnęłam z ulgą, najwidoczniej bardziej zainteresowała go gra w kręgle niż jakie zdjęcia są w moim telefonie. Po krótkim czasie oddał mi telefon i pocałował mnie ostatni raz. Myślałam, że zwariuję ze szczęścia kiedy obdarował mnie swoim uśmiechem. Tak to z pewnością była najlepsza chwila w moim życiu. Wiedziałam, że Karolina pewnie już wyczekuje mnie więc postanowiłam, że wrócę do niej. Powiedziałam tyko do geja, że muszę już iść i poprosiłam aby nie mówił nikomu co się tutaj działo. Obiecał, że nikt się nie dowie a ja miałam cichą nadzieję że właśnie tak będzie.
KAROLINA w tym samym czasie.
Kiedy Ew zabawiała się z Kaanem, ja nie miałam za bardzo co robić więc poszłam do mojej mamy i brata, którzy siedzieli w lobby.
-Karo gdzie zgubiłaś Ewelinkę? – zapytał mój kochany braciszek, a ja zmieszana nie wiedziałam co powiedzieć, więc powiedziałam prawdę.
-Całuje się z Kaanem – odpowiedziałam bez namysłu, na co moja mama zrobiła wielkie oczy.
-Karolina! Jej tata był policjantem! On mnie zastrzeli przez takie rzeczy! – krzyknęła. Na co ja wybuchłam śmiechem. Gdy tak sobie konwersowaliśmy, podszedł do nas miły facet i zaproponował nam wycieczkę. Była to wycieczka statkiem, zapowiadało się dość fajnie, więc mama zapisała mnie i Ewelinę. Dowiedziałam się tylko, że wycieczka ma być w niedziele, ponieważ przybiegła zdyszana Ewelina i od razu kazała mi iść z nią do pokoju. Już po drodze zaczęła mi opowiadać jak było cudownie. Pamiętam, że nawet nie dotarłyśmy do pokoju, zawróciłyśmy na basen i spotkałyśmy Emre, który zaproponował nam wyjazd do Gumbet, dzielnicy w Bodrum, gdzie są największe dyskoteki. Dobrze wiedziałam, że gdyby nie fakt, że mama Eweliny wyraźnie powiedziała mojej mamie, że absolutnie Ewelina nie może tam iść, nie byłoby problemu.
-We can’t. – odpowiedziałam – I mean, I can but Ew cannot because her mother told my mum not to let her go to Gumbet – byłam niesamowicie smutna, gdy to mówiłam.
-Well.. I really want to take both of you there. You have to come up with something. Im going to my mother for this weekend so you’ve got time. – powiedział, po czym mrugnął okiem i udał się w stronę amfiteatru.
Byłam zła. Na Ew. Na siebie. Na wszystko wokół. Bardzo chciałam tam jechać, nieważne za jaką cenę. Wiedziałam, że muszę coś wymyślić.
niedziela, 15 września 2013
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Rozdział 4
- A pamiętasz jak on w basenie krzyknął, żebym go pocałowała?! – zapytałam Eweliny z wielkim bananem na twarzy. Siedziałyśmy w parku, na scenie i wspominałyśmy nasze, jak dotąd, najlepsze wakacje.
-Albo jak Ken podszedł do mnie i powiedział, że mnie pocałuje, a ja się odwróciłam?! Idiotka, no idiotka –Ewelina uśmiechnęła się po czym dodała – Why me?!
-Because you are beautiful! Taak.. Pamiętam jak mi to Twój chłopak powiedział – dodałam i wyszczerzyłam się w kierunku przyjaciółki, a już po chwili leżałam na ziemi.
-Spróbuj go tknąć, a odetnę Ci ręce, rozumiesz?! – powiedziała z groźną miną, żeby zaraz wyszczerzyć się i pomóc mi wstać. – O której jutro masz wylot?
-O dziewiątej – odpowiedziałam. Jechałam do Londynu, odwiedzić kolegę. Sama. Na całe dziesięć dni. Mimo tego, że latałam wiele razy, to bałam się lecieć sama. Posiedziałyśmy jeszcze chwilę, po czym poszłam odprowadzić moją przyjaciółkę. Wróciłam do domu, dopakowałam ubrania i byłam gotowa na podróż do Londynu.
Siedziałam w samolocie, chyba na żadnej lekcji tak bardzo się nie nudziłam jak wtedy. Myślałam o wakacjach. O nim. To mogłaby być miłość, pomyślałam i mimowolnie się uśmiechnęłam. Zawsze jak o nich wszystkich myślałam to uśmiech sam pojawiał się na mojej buzi. Wreszcie po dwóch godzinach dotarłam na miejsce. W Londynie było niesamowicie. Nakupiłam mnóstwo ubrań i butów. Kupiłam też 2 bransoletki z napisem „I love London”. Jedna dla mnie, druga dla Eweliny. Nie miałam czasu, żeby choć na chwilę wejść na facebook’a, ponieważ wiele się działo. Siedząc w jednej z londyńskich kawiarenek połączyłam się z Internetem i odpaliłam facebooka. Moje oczy powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki. Dj. Napisał. Taak! Napisał do mnie DJ. O mamo nie wierze! Pamiętam to dobrze. Siedziałam w miejscu, biłam się po twarzy, a ludzie patrzyli na mnie jak na osobę niezrównoważoną i chorą psychicznie. W życiu bym nie pomyślała, że on mnie pamięta, że do mnie napisze. Zapytał jak się mam i czy wrócę do niego w tym roku, ponieważ bardzo tęskni za mną i Eweliną. Pamiętam jak bardzo chciałam odpisać, że oczywiście spotkamy się za niedługo, ale wiedziałam że jest to bardziej niż nierealne. Napisałam mu tylko, że chętnie bym wróciła, ale niestety, nie dam rady. Dodałam też, że muszę już iść. Może go trochę olałam, ale nie chciałam mieć z kimkolwiek stamtąd żadnego kontaktu. Przecież i tak się nigdy nie spotkamy. Mój pobyt w Londynie minął bardzo szybko, nawet nie spostrzegłam się, a już siedziałam w samolocie do Polski.
-Mamo! No ale proszę! Popatrz! Najtańszy hotel, sprawdzony! Tam jest naprawdę bardzo fajnie! – Tak. Przekonywałam swoją mamę do powrotu do tego samego hotelu w Turcji.
-No nie wiem Karolina. – odpowiedziała moja mama.
-No ale spójrz na to, skoro tam jest tak tanio, to jedźcie – stwierdził mój tata. Tak, mieliśmy jechać GDZIEŚ, niewiadomo gdzie, z moją mamą i bratem. Wiedziałam, że będę się z nimi nudzić, a gdybyśmy tam wrócili, to na pewno znalazłabym sobie jakieś zajęcie. Po kilku godzinach przekonywania moja mama zgodziła się. Wtedy na pewno byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tak! Wracam tam! Po chwili jednak uświadomiłam sobie, że Ew mogą nie puścić. Mama zadzwoniła do rodzicielki mojej przyjaciółki, żeby zarezerwowała nam ten lot i zapytała, czy Ewelina może jechać z nami. Odpowiedź była jednoznaczna. Nie. Po godzinie dostałam telefon, że zostały tylko 2 miejsca w samolocie i że ten termin odpada.
-Ewelina! Ty musisz jechać ze mną! Nie wiem jak Ty to zrobisz, ale musisz! – darłam się na przyjaciółkę, byłam podekscytowana jak nigdy.
-Wiem przecież! Zamknij się już! – krzyknęła zła. Obie wiedziałyśmy, że jej tata nie pozwoli jej tam wrócić. Ewelina była zła, smutna i zrozpaczona. Następna data wylotu była za tydzień. Musiała do tego czasu przekonać tatę, że nie zrobi tam nic głupiego.
-Może jak dopłacisz coś do wyjazdu to się zgodzi? – podsunęłam jej pomysł, na co ona posłała w moją stronę smutny uśmiech i kiwnęła głową.
Parę dni później siedziałam z mamą w biurze mamy Eweliny i rezerwowałyśmy wakacje. Mama przyjaciółki chciała ją puścić, ale jej tata był nieugięty. W tajemnicy przed nim mama Eweliny zarezerwowała 4 miejsca w samolocie i dwa pokoje.
-Przecież musi się zgodzić. Są jej urodziny, a ona siedzi i płacze już od 3 dni – powiedziała mama Ew i uśmiechnęła się lekko. – Gdyby to ode mnie zależało, to nie ma problemu, ale mąż upiera się, że dziewczynki zrobią tam coś głupiego.
-Proszę się nie martwić, ja je dopilnuje – odpowiedziała moja mama i popatrzyła znacząco w moją stronę, co znaczyło: „Masz nie zrobić nic durnego, bo wiem, że was nie dopilnuję”. Ja tylko kiwnęłam głową, po czym odwróciłam się do przyjaciółki i zobaczyłam na jej twarzy, po raz pierwszy od kilku dni uśmiech. Popatrzyłam na nią z dziwną miną, na co ona pokazała mi telefon. Wiadomość na fb od DJ! Sama w to nie wierzyłam. Złożył jej życzenia urodzinowe. Taki głupi gest, a cieszy.
Do wyjazdu zostały tylko 2 dni, a dalej nie było wiadomo co z Eweliną. Już przywykłam do myśli, że wracam tam sama, co sprawiało, że wcale nie chciałam tam wracać. Ustawiłam post: „Turkey, Bodrum one more time ” i już po kilku minutach dostałam wiadomość od najprzystojniejszego faceta na ziemi, czyli od DJ, czy wracam do niego. Odpisałam, że tak, na co on powiedział, że bardzo się cieszy i że czeka już na mnie. Szczerze mówiąc wcale nie poprawiło mi to humoru. Mam tam wrócić bez niej? Przecież to bez sensu. Siedziałam tak zamyślona, aż w końcu zobaczyłam komentarz Eweliny pod postem: „Bodrum one more time”, a to znaczyło, że udało się jej przekonać tatę. Byłam szczęśliwa jak nigdy w życiu, a zarazem przerażona, co jak nas nie poznają? Co jak mają tam już kogoś i to z nimi będą spędzać czas, a nas zostawią? Właśnie z takimi obawami zaczęłam przygotowywać moje ubrania do Bodrum. Wylot miałyśmy o 5 w nocy, a na samo lotnisko jedzie się godzinę, więc nasi rodzice postanowili, że Ewelina będzie „spała” u nas. Wcale nie spałyśmy, nie mogłyśmy zmrużyć oka.
-Co będzie jak oni nas nie poznają? – zapytała przyjaciółka, na co ja tylko odwróciłam głowę. Nie chciałam nawet o tym myśleć. Na samą myśl robiło mi się niedobrze z nerwów. Przed godziną 2 w nocy moja mama zawołała nas, żebyśmy zeszły się przygotować. Praktycznie w ogóle się nie odzywałyśmy, co było bardzo dziwne, bo zazwyczaj jak jesteśmy razem to buzie nam się nie zamykają. Władowaliśmy walizki do bagażnika, wsiadłyśmy do samochodu, gdzie było bardzo ciasno, biorąc pod uwagę gabaryty mojego brata, który do chudych nie należał. Ani w samochodzie, ani w samolocie nie mogłam zmrużyć oka. Siedziałam i bardzo się denerwowałam. Nawet nie patrzyłam na Ewelinę, bo jeszcze bardziej się denerwowałam. Jak ona mogła spać!? No jak!? Oni mogą nas nie poznać, olać, zostawić, bawić się z jakimiś dziewczynami, a ona śpi! Trzymajcie mnie. Kiedy już wylądowałyśmy czym prędzej odebrałyśmy bagaże, udałyśmy się do naszego autokaru i czekałyśmy, oczywiście nasz hotel musiał być najdalej, podróż tam miała trwać jakieś dwie godziny. Starałam się podziwiać widoki, ale jakoś nie mogłam oderwać myśli od tego jak oni zareagują na nasz widok.
EWELINA
-O nie! Karolina! Ja widzę pomost! O matko! Już jesteśmy! – darłam się na cały autokar, a ludzie na mnie dziwnie patrzyli. Chciałyśmy jak najszybciej dostać pokój, więc porwałam walizkę z bagażnika odwróciłam się, a moje nogi jakoś same się poplątały i już po chwili leżałam jak długa na środku wejścia do hotelu. Pozbierałam się jak najszybciej mogłam, po czym udałyśmy się do recepcji, gdzie pani powiedziała nam, że na razie pokoi nie dostaniemy oraz poinformowała nas że możemy iść na obiad, bo właśnie się zaczął. My jednak najpierw poszłyśmy na taras, żeby zobaczyć czy animatorzy są na basenie. Nie myliłyśmy się. Od razu rozpoznałam czuprynę Kena. Zrobiło mi się słabo, podeszłyśmy do baru i zamówiłyśmy Sprite.
-Hey do you remember me? – zapytał barman, a mi chwilę zajęło, żeby skojarzyć, że przecież on tutaj też był w czerwcu. Odpowiedziałyśmy, że oczywiście go pamiętamy i uciekłyśmy.
-Karolina, pamiętasz go? – zapytałam z głupią miną.
-No oczywiście, że nie! – po czym wybuchła śmiechem i dodała – Skoro on nas pamięta. To tamci na pewno też. Nudno nie będzie.
Po tych słowach skierowałyśmy się do restauracji, gdzie wszystko się zaczęło po raz drugi.
-Albo jak Ken podszedł do mnie i powiedział, że mnie pocałuje, a ja się odwróciłam?! Idiotka, no idiotka –Ewelina uśmiechnęła się po czym dodała – Why me?!
-Because you are beautiful! Taak.. Pamiętam jak mi to Twój chłopak powiedział – dodałam i wyszczerzyłam się w kierunku przyjaciółki, a już po chwili leżałam na ziemi.
-Spróbuj go tknąć, a odetnę Ci ręce, rozumiesz?! – powiedziała z groźną miną, żeby zaraz wyszczerzyć się i pomóc mi wstać. – O której jutro masz wylot?
-O dziewiątej – odpowiedziałam. Jechałam do Londynu, odwiedzić kolegę. Sama. Na całe dziesięć dni. Mimo tego, że latałam wiele razy, to bałam się lecieć sama. Posiedziałyśmy jeszcze chwilę, po czym poszłam odprowadzić moją przyjaciółkę. Wróciłam do domu, dopakowałam ubrania i byłam gotowa na podróż do Londynu.
Siedziałam w samolocie, chyba na żadnej lekcji tak bardzo się nie nudziłam jak wtedy. Myślałam o wakacjach. O nim. To mogłaby być miłość, pomyślałam i mimowolnie się uśmiechnęłam. Zawsze jak o nich wszystkich myślałam to uśmiech sam pojawiał się na mojej buzi. Wreszcie po dwóch godzinach dotarłam na miejsce. W Londynie było niesamowicie. Nakupiłam mnóstwo ubrań i butów. Kupiłam też 2 bransoletki z napisem „I love London”. Jedna dla mnie, druga dla Eweliny. Nie miałam czasu, żeby choć na chwilę wejść na facebook’a, ponieważ wiele się działo. Siedząc w jednej z londyńskich kawiarenek połączyłam się z Internetem i odpaliłam facebooka. Moje oczy powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki. Dj. Napisał. Taak! Napisał do mnie DJ. O mamo nie wierze! Pamiętam to dobrze. Siedziałam w miejscu, biłam się po twarzy, a ludzie patrzyli na mnie jak na osobę niezrównoważoną i chorą psychicznie. W życiu bym nie pomyślała, że on mnie pamięta, że do mnie napisze. Zapytał jak się mam i czy wrócę do niego w tym roku, ponieważ bardzo tęskni za mną i Eweliną. Pamiętam jak bardzo chciałam odpisać, że oczywiście spotkamy się za niedługo, ale wiedziałam że jest to bardziej niż nierealne. Napisałam mu tylko, że chętnie bym wróciła, ale niestety, nie dam rady. Dodałam też, że muszę już iść. Może go trochę olałam, ale nie chciałam mieć z kimkolwiek stamtąd żadnego kontaktu. Przecież i tak się nigdy nie spotkamy. Mój pobyt w Londynie minął bardzo szybko, nawet nie spostrzegłam się, a już siedziałam w samolocie do Polski.
-Mamo! No ale proszę! Popatrz! Najtańszy hotel, sprawdzony! Tam jest naprawdę bardzo fajnie! – Tak. Przekonywałam swoją mamę do powrotu do tego samego hotelu w Turcji.
-No nie wiem Karolina. – odpowiedziała moja mama.
-No ale spójrz na to, skoro tam jest tak tanio, to jedźcie – stwierdził mój tata. Tak, mieliśmy jechać GDZIEŚ, niewiadomo gdzie, z moją mamą i bratem. Wiedziałam, że będę się z nimi nudzić, a gdybyśmy tam wrócili, to na pewno znalazłabym sobie jakieś zajęcie. Po kilku godzinach przekonywania moja mama zgodziła się. Wtedy na pewno byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tak! Wracam tam! Po chwili jednak uświadomiłam sobie, że Ew mogą nie puścić. Mama zadzwoniła do rodzicielki mojej przyjaciółki, żeby zarezerwowała nam ten lot i zapytała, czy Ewelina może jechać z nami. Odpowiedź była jednoznaczna. Nie. Po godzinie dostałam telefon, że zostały tylko 2 miejsca w samolocie i że ten termin odpada.
-Ewelina! Ty musisz jechać ze mną! Nie wiem jak Ty to zrobisz, ale musisz! – darłam się na przyjaciółkę, byłam podekscytowana jak nigdy.
-Wiem przecież! Zamknij się już! – krzyknęła zła. Obie wiedziałyśmy, że jej tata nie pozwoli jej tam wrócić. Ewelina była zła, smutna i zrozpaczona. Następna data wylotu była za tydzień. Musiała do tego czasu przekonać tatę, że nie zrobi tam nic głupiego.
-Może jak dopłacisz coś do wyjazdu to się zgodzi? – podsunęłam jej pomysł, na co ona posłała w moją stronę smutny uśmiech i kiwnęła głową.
Parę dni później siedziałam z mamą w biurze mamy Eweliny i rezerwowałyśmy wakacje. Mama przyjaciółki chciała ją puścić, ale jej tata był nieugięty. W tajemnicy przed nim mama Eweliny zarezerwowała 4 miejsca w samolocie i dwa pokoje.
-Przecież musi się zgodzić. Są jej urodziny, a ona siedzi i płacze już od 3 dni – powiedziała mama Ew i uśmiechnęła się lekko. – Gdyby to ode mnie zależało, to nie ma problemu, ale mąż upiera się, że dziewczynki zrobią tam coś głupiego.
-Proszę się nie martwić, ja je dopilnuje – odpowiedziała moja mama i popatrzyła znacząco w moją stronę, co znaczyło: „Masz nie zrobić nic durnego, bo wiem, że was nie dopilnuję”. Ja tylko kiwnęłam głową, po czym odwróciłam się do przyjaciółki i zobaczyłam na jej twarzy, po raz pierwszy od kilku dni uśmiech. Popatrzyłam na nią z dziwną miną, na co ona pokazała mi telefon. Wiadomość na fb od DJ! Sama w to nie wierzyłam. Złożył jej życzenia urodzinowe. Taki głupi gest, a cieszy.
Do wyjazdu zostały tylko 2 dni, a dalej nie było wiadomo co z Eweliną. Już przywykłam do myśli, że wracam tam sama, co sprawiało, że wcale nie chciałam tam wracać. Ustawiłam post: „Turkey, Bodrum one more time ” i już po kilku minutach dostałam wiadomość od najprzystojniejszego faceta na ziemi, czyli od DJ, czy wracam do niego. Odpisałam, że tak, na co on powiedział, że bardzo się cieszy i że czeka już na mnie. Szczerze mówiąc wcale nie poprawiło mi to humoru. Mam tam wrócić bez niej? Przecież to bez sensu. Siedziałam tak zamyślona, aż w końcu zobaczyłam komentarz Eweliny pod postem: „Bodrum one more time”, a to znaczyło, że udało się jej przekonać tatę. Byłam szczęśliwa jak nigdy w życiu, a zarazem przerażona, co jak nas nie poznają? Co jak mają tam już kogoś i to z nimi będą spędzać czas, a nas zostawią? Właśnie z takimi obawami zaczęłam przygotowywać moje ubrania do Bodrum. Wylot miałyśmy o 5 w nocy, a na samo lotnisko jedzie się godzinę, więc nasi rodzice postanowili, że Ewelina będzie „spała” u nas. Wcale nie spałyśmy, nie mogłyśmy zmrużyć oka.
-Co będzie jak oni nas nie poznają? – zapytała przyjaciółka, na co ja tylko odwróciłam głowę. Nie chciałam nawet o tym myśleć. Na samą myśl robiło mi się niedobrze z nerwów. Przed godziną 2 w nocy moja mama zawołała nas, żebyśmy zeszły się przygotować. Praktycznie w ogóle się nie odzywałyśmy, co było bardzo dziwne, bo zazwyczaj jak jesteśmy razem to buzie nam się nie zamykają. Władowaliśmy walizki do bagażnika, wsiadłyśmy do samochodu, gdzie było bardzo ciasno, biorąc pod uwagę gabaryty mojego brata, który do chudych nie należał. Ani w samochodzie, ani w samolocie nie mogłam zmrużyć oka. Siedziałam i bardzo się denerwowałam. Nawet nie patrzyłam na Ewelinę, bo jeszcze bardziej się denerwowałam. Jak ona mogła spać!? No jak!? Oni mogą nas nie poznać, olać, zostawić, bawić się z jakimiś dziewczynami, a ona śpi! Trzymajcie mnie. Kiedy już wylądowałyśmy czym prędzej odebrałyśmy bagaże, udałyśmy się do naszego autokaru i czekałyśmy, oczywiście nasz hotel musiał być najdalej, podróż tam miała trwać jakieś dwie godziny. Starałam się podziwiać widoki, ale jakoś nie mogłam oderwać myśli od tego jak oni zareagują na nasz widok.
EWELINA
-O nie! Karolina! Ja widzę pomost! O matko! Już jesteśmy! – darłam się na cały autokar, a ludzie na mnie dziwnie patrzyli. Chciałyśmy jak najszybciej dostać pokój, więc porwałam walizkę z bagażnika odwróciłam się, a moje nogi jakoś same się poplątały i już po chwili leżałam jak długa na środku wejścia do hotelu. Pozbierałam się jak najszybciej mogłam, po czym udałyśmy się do recepcji, gdzie pani powiedziała nam, że na razie pokoi nie dostaniemy oraz poinformowała nas że możemy iść na obiad, bo właśnie się zaczął. My jednak najpierw poszłyśmy na taras, żeby zobaczyć czy animatorzy są na basenie. Nie myliłyśmy się. Od razu rozpoznałam czuprynę Kena. Zrobiło mi się słabo, podeszłyśmy do baru i zamówiłyśmy Sprite.
-Hey do you remember me? – zapytał barman, a mi chwilę zajęło, żeby skojarzyć, że przecież on tutaj też był w czerwcu. Odpowiedziałyśmy, że oczywiście go pamiętamy i uciekłyśmy.
-Karolina, pamiętasz go? – zapytałam z głupią miną.
-No oczywiście, że nie! – po czym wybuchła śmiechem i dodała – Skoro on nas pamięta. To tamci na pewno też. Nudno nie będzie.
Po tych słowach skierowałyśmy się do restauracji, gdzie wszystko się zaczęło po raz drugi.
niedziela, 21 lipca 2013
Rozdział 3
-Karolina! Here you are.. I couldn’t find you.. I wanted to ask ‘cuz I really wanna take you and Ewelina to the Gumbet tonight – powiedział mój Stary, a ja w tym momencie zamarłam. Gumbet z nim.. To zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Spojrzałam na Ewelinę i od razu wiedziałam o co chodzi. Spojrzałam na animatora i z prawdziwym smutkiem w głosie odpowiedziałam, że niestety nie możemy. –What do you mean? You have to! – podbiegł Ken i od razu przytulił Ewelinę przez co ta prawie zemdlała z wrażenia.
-We can’t because Ewelina’s parents won’t let us go there – odpowiedziałam i spuściłam głowę. Staliśmy tak w ciszy dopóki Ken ze swoim niesamowitym uśmiechem zapytał
-Ewelina can I kiss you? – na co ja omal nie wybuchłam śmiechem widząc minę koleżanki.
EWELINA
Zbliżał się. ON. On chciał mnie pocałować. Spełnienie marzeń. Kiedy był już jakieś dziesięć centymetrów od mojej twarzy, odwróciłam się i poszłam. Sama nie wiem co zrobiłam i dlaczego. Po prostu coś mną szarpnęło i poszłam. Zostawiając ich samych. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co zrobiłam, ile przegrałam. Wiedziałam, że taka szansa może się już nie powtórzyć. Oddałam młodszą siostrę rodzicom i skierowałam się w stronę pokoju. W połowie drogi dogoniła mnie Karolina.
-Hahaha przynajmniej teraz nie jestem sama. Nie tylko ja tyle przegrałam – wyszczerzyła się i zaczęła się niesamowicie śmiać. – Minę miałaś boską! Ja tam na końcu języka miałam „What about me?!”, ale stwierdziłam, że jeszcze mnie oskalpujesz za to.
-Spróbuj go chociażby dotknąć, a stracisz obie ręce – odpowiedziałam morderczym głosem. Dobrze wiedziała, że nie żartuję.
-Oh no spokojnie, przecież wiesz, że nie tykam facetów, którzy Ci się podobają – uśmiechnęła się, a po chwili dodała – Poza tym.. on mi się wcale nie podoba. Jakiś taki gejowaty i gruby – po czym wybuchła niepohamowanym śmiechem, a ja rzuciłam w jej stronę niesamowicie mordercze spojrzenie.
-Popatrz na Twojego Starego. On to jest dopiero gruby – odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Może i jest gruby. Ale ma niesamowity charakter i jest słodki – powiedziała rozmarzonym tonem.
-Charakter?! Skąd Ty wiesz jaki on ma charakter – wykrzyczałam. Przecież my ich prawie w ogóle nie znałyśmy. Nie miałyśmy pojęcia jacy są naprawdę.
-Przeczucie – odpowiedziała krótko Karolina, a za chwilę dodała – Chodźmy, zaraz się zaczyna mini disco. Poobserwujemy DJ – dodała z cwanym uśmiechem i zawróciłyśmy do amfiteatru.
Czasami naprawdę nad nią nie nadążałam. Była wszędzie. Z każdym znalazła wspólny język. Nawet z takimi Turkami. Byłyśmy zupełnie inne, a mimo wszystko byłyśmy i zawsze będziemy najlepszymi przyjaciółkami. Karolina zawsze miała powodzenie u chłopaków, a ja nigdy nie umiałam zrozumieć, dlaczego tego nie wykorzystuje. To znaczy wykorzystuje, ale tylko na chwilę. Nigdy nie była w poważnym związku. Nigdy się nie zakochała, mimo tego, że teraz jest z chłopakiem pół roku, dobrze wiem, że ona go nie kocha, pomimo tego, że mówi, iż jest inaczej. Karolina zawsze lubiła spędzać czas z chłopakami, a oni wręcz za nią przepadali, naprawdę nie rozumiem dlaczego. Latali za nią, mimo tego, że była dla nich złośliwa, chamska i wulgarna. Oni i tak oddali by za nią życie, a ona miała to dosłownie gdzieś. Co ze mną? Ehh. Wiem, że nigdy o nim nie zapomnę. Pierwsza miłość, niewiele osób o nim wie. Nawet tutejsi animatorzy nie sprawili, że o nim zapomniałam. Kiedy tak rozmyślałam, nawet nie zauważyłam, że dotarłyśmy już do amfiteatru. Zatańczyłyśmy parę razy, najstarszy z animatorów, chyba ich szef, przedstawił wszystkie dzieci i nas, po czym zaczęło się show.
-Cameraman are you ready?
-Wait, wait..
-What wait?! Shut up!
Z ręką na sercu mogę przyznać, że było to najlepsze show jak dotąd. Wraz z Karoliną śmiałyśmy się tak bardzo, że wpadłyśmy do kwiatków, a łzy spływały nam ciurkiem po policzkach. Dobrze widziałam jak Ken na mnie patrzył. Uśmiechał się i czasami puszczał oczko w moją stronę, natomiast Karoliny Stary nie odrywał od niej wzroku, patrzył się na nią, a ona? Ona nawet na niego nie spojrzała. Patrzyła na wszystkich tylko nie na niego. Czasami naprawdę nie rozumiem jej zagrywek. Po show poszłyśmy i posiedziałyśmy trochę z moim bratem i Natalią. W te wakacje nie spędzałyśmy zbyt dużo czasu razem, tyle się tu działo, że po prostu nie miałam czasu na rozmowy z nią.
Tak mijały dni. Codziennie rano grałyśmy w siatkówkę, potem topiłyśmy się z Kenem i Karoliny Starym w waterpolo, kolacja, mini disco i show. Może wydać się nudne, ale dla nas każda sekunda spędzona z nimi była niesamowita. Mogłam spokojnie stwierdzić, że były to najlepsze wakacje w moim życiu. Wtedy wydawało mi się, że lepszych już nie będzie. Dni mijały szybko, nawet nie obejrzałam się, a już był nasz ostatni dzień. Wyjazd z hotelu 22.40. Najgorsza godzina i najgorszy dzień w moim życiu. Bardzo nie chciałam stamtąd wyjeżdżać.
-Nie przejmuj się – powiedziała Karolina i podała mi fante – Mam przeczucie, że jeszcze ich nie raz spotkamy – dodała i uśmiechnęła się. Taak.. Karolina i jej przeczucia. Czasem się jej bałam. Kiedy mówiła, że ma przeczucie, że kogoś spotkamy, po niecałej godzinie spotykałyśmy tą osobę. Czy może tym razem się myli?
-Taak, dobrze wiesz, że nigdy ich już nie zobaczymy – odpowiedziałam smutno, gdyż nie chciałam wierzyć w słowa dziewczyny.
-Karolina! Ewelina! – usłyszałyśmy krzyk za sobą. To Karoliny Stary przyszedł, żeby zabrać nas na mini disco. Szedł uśmiechnięty od ucha do ucha, aż zobaczył nasze bagaże – Are you leaving? – zapytał ze smutną miną.
KAROLINA
Nie mogłam na to patrzeć. Na jego twarz, taka smutna, zawiedziona.
-Yeah we’re leaving at 10.40 – odpowiedziałam i spuściłam głowę. Poczułam, że przytula mnie mocno do siebie, a mi kolana się ugięły. Odsunął się ode mnie i posłał mi uśmiech. Ten uśmiech, który od drugiego dnia naszych wakacji towarzyszył mi niemal bez przerwy –Come mini disco has just started –objął mnie w pasie i skierowaliśmy się w stronę amfiteatru. Obróciłam się, żeby zobaczyć co z Eweliną, kiedy zobaczyłam ją idącą za nami z wielkim bananem na buzi. Posłałam jej uśmiech i odwróciłam się.
-How long do you stay here? – zapytałam, bez większego namysłu. Jakoś chciałam po prostu wiedzieć, nic nie planowałam. Na co on wybuchł śmiechem.
-Do you wanna come here this year one more time? – zapytał mnie na co ja tylko zaczęłam się śmiać i odpowiedziałam, że oczywiście nie, chciałam tylko wiedzieć –Well I stay here till October – odpowiedział, na co ja tylko się uśmiechnęłam i usiadłyśmy przy ławkach. Gdy mini disco się skończyło, nie było żadnego przedstawienia, tylko bingo. Poszłyśmy do baru zająć stolik. Siedziałyśmy z Eweliną, gdy dołączyła do nas Natalia i brat Eweliny. Wszyscy siedzieliśmy tak ze smutnymi minami, praktycznie nie odzywając się do siebie.
-Już 22.20. Musimy iść bo wasi rodzice się pewnie niecierpliwią – już cała nasza czwórka miała się kierować w kierunku lobby, kiedy wpadłam na pewien pomysł – Może się z nimi pożegnamy? – zaproponowałam, na co reszta wyraziła zgodę. Oczywiście to ja musiałam pierwsza podejść. Gdy tylko Ken nas zobaczył, oderwał się od telefonu i odeszliśmy od baru mijając Mojego Starego, któremu pomachałam i uśmiechnęłam się smutno. Mężczyzna zerwał się z miejsca i popędził za nami. Staliśmy tak z boku baru, było tam ciszej.
-Well so this is goodbye I guess – powiedziałam smutno i spuściłam głowę. Zdziwiło mnie zachowanie mojego animatora.
-Yeah.. so goodbye and have a nice trip – odpowiedział smutny, obrócił się i poszedł. Nie przytulił mnie, nic. Po prostu poszedł sobie. Odwróciłam się w stronę Kena, który od razu mnie przytulił, życzył miłej podróży i powiedział, że ma nadzieję, że jeszcze nas zobaczy.
Siedziałyśmy w autokarze. Smutne, widziałam, że Ew prawie płakała. Zgubiliśmy rezydentkę w jednym z hoteli. Nie za bardzo wiedziałam co się działo. Chciałam być już jak najdalej stąd. Chciałam być już w domu i zapomnieć o nim.
-Ja? Zakochana? Przecież to niemożliwe – szepnęłam do siebie, kiedy już siedzieliśmy w samolocie, zamknęłam oczy i w momencie zasnęłam.
-We can’t because Ewelina’s parents won’t let us go there – odpowiedziałam i spuściłam głowę. Staliśmy tak w ciszy dopóki Ken ze swoim niesamowitym uśmiechem zapytał
-Ewelina can I kiss you? – na co ja omal nie wybuchłam śmiechem widząc minę koleżanki.
EWELINA
Zbliżał się. ON. On chciał mnie pocałować. Spełnienie marzeń. Kiedy był już jakieś dziesięć centymetrów od mojej twarzy, odwróciłam się i poszłam. Sama nie wiem co zrobiłam i dlaczego. Po prostu coś mną szarpnęło i poszłam. Zostawiając ich samych. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie co zrobiłam, ile przegrałam. Wiedziałam, że taka szansa może się już nie powtórzyć. Oddałam młodszą siostrę rodzicom i skierowałam się w stronę pokoju. W połowie drogi dogoniła mnie Karolina.
-Hahaha przynajmniej teraz nie jestem sama. Nie tylko ja tyle przegrałam – wyszczerzyła się i zaczęła się niesamowicie śmiać. – Minę miałaś boską! Ja tam na końcu języka miałam „What about me?!”, ale stwierdziłam, że jeszcze mnie oskalpujesz za to.
-Spróbuj go chociażby dotknąć, a stracisz obie ręce – odpowiedziałam morderczym głosem. Dobrze wiedziała, że nie żartuję.
-Oh no spokojnie, przecież wiesz, że nie tykam facetów, którzy Ci się podobają – uśmiechnęła się, a po chwili dodała – Poza tym.. on mi się wcale nie podoba. Jakiś taki gejowaty i gruby – po czym wybuchła niepohamowanym śmiechem, a ja rzuciłam w jej stronę niesamowicie mordercze spojrzenie.
-Popatrz na Twojego Starego. On to jest dopiero gruby – odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać.
-Może i jest gruby. Ale ma niesamowity charakter i jest słodki – powiedziała rozmarzonym tonem.
-Charakter?! Skąd Ty wiesz jaki on ma charakter – wykrzyczałam. Przecież my ich prawie w ogóle nie znałyśmy. Nie miałyśmy pojęcia jacy są naprawdę.
-Przeczucie – odpowiedziała krótko Karolina, a za chwilę dodała – Chodźmy, zaraz się zaczyna mini disco. Poobserwujemy DJ – dodała z cwanym uśmiechem i zawróciłyśmy do amfiteatru.
Czasami naprawdę nad nią nie nadążałam. Była wszędzie. Z każdym znalazła wspólny język. Nawet z takimi Turkami. Byłyśmy zupełnie inne, a mimo wszystko byłyśmy i zawsze będziemy najlepszymi przyjaciółkami. Karolina zawsze miała powodzenie u chłopaków, a ja nigdy nie umiałam zrozumieć, dlaczego tego nie wykorzystuje. To znaczy wykorzystuje, ale tylko na chwilę. Nigdy nie była w poważnym związku. Nigdy się nie zakochała, mimo tego, że teraz jest z chłopakiem pół roku, dobrze wiem, że ona go nie kocha, pomimo tego, że mówi, iż jest inaczej. Karolina zawsze lubiła spędzać czas z chłopakami, a oni wręcz za nią przepadali, naprawdę nie rozumiem dlaczego. Latali za nią, mimo tego, że była dla nich złośliwa, chamska i wulgarna. Oni i tak oddali by za nią życie, a ona miała to dosłownie gdzieś. Co ze mną? Ehh. Wiem, że nigdy o nim nie zapomnę. Pierwsza miłość, niewiele osób o nim wie. Nawet tutejsi animatorzy nie sprawili, że o nim zapomniałam. Kiedy tak rozmyślałam, nawet nie zauważyłam, że dotarłyśmy już do amfiteatru. Zatańczyłyśmy parę razy, najstarszy z animatorów, chyba ich szef, przedstawił wszystkie dzieci i nas, po czym zaczęło się show.
-Cameraman are you ready?
-Wait, wait..
-What wait?! Shut up!
Z ręką na sercu mogę przyznać, że było to najlepsze show jak dotąd. Wraz z Karoliną śmiałyśmy się tak bardzo, że wpadłyśmy do kwiatków, a łzy spływały nam ciurkiem po policzkach. Dobrze widziałam jak Ken na mnie patrzył. Uśmiechał się i czasami puszczał oczko w moją stronę, natomiast Karoliny Stary nie odrywał od niej wzroku, patrzył się na nią, a ona? Ona nawet na niego nie spojrzała. Patrzyła na wszystkich tylko nie na niego. Czasami naprawdę nie rozumiem jej zagrywek. Po show poszłyśmy i posiedziałyśmy trochę z moim bratem i Natalią. W te wakacje nie spędzałyśmy zbyt dużo czasu razem, tyle się tu działo, że po prostu nie miałam czasu na rozmowy z nią.
Tak mijały dni. Codziennie rano grałyśmy w siatkówkę, potem topiłyśmy się z Kenem i Karoliny Starym w waterpolo, kolacja, mini disco i show. Może wydać się nudne, ale dla nas każda sekunda spędzona z nimi była niesamowita. Mogłam spokojnie stwierdzić, że były to najlepsze wakacje w moim życiu. Wtedy wydawało mi się, że lepszych już nie będzie. Dni mijały szybko, nawet nie obejrzałam się, a już był nasz ostatni dzień. Wyjazd z hotelu 22.40. Najgorsza godzina i najgorszy dzień w moim życiu. Bardzo nie chciałam stamtąd wyjeżdżać.
-Nie przejmuj się – powiedziała Karolina i podała mi fante – Mam przeczucie, że jeszcze ich nie raz spotkamy – dodała i uśmiechnęła się. Taak.. Karolina i jej przeczucia. Czasem się jej bałam. Kiedy mówiła, że ma przeczucie, że kogoś spotkamy, po niecałej godzinie spotykałyśmy tą osobę. Czy może tym razem się myli?
-Taak, dobrze wiesz, że nigdy ich już nie zobaczymy – odpowiedziałam smutno, gdyż nie chciałam wierzyć w słowa dziewczyny.
-Karolina! Ewelina! – usłyszałyśmy krzyk za sobą. To Karoliny Stary przyszedł, żeby zabrać nas na mini disco. Szedł uśmiechnięty od ucha do ucha, aż zobaczył nasze bagaże – Are you leaving? – zapytał ze smutną miną.
KAROLINA
Nie mogłam na to patrzeć. Na jego twarz, taka smutna, zawiedziona.
-Yeah we’re leaving at 10.40 – odpowiedziałam i spuściłam głowę. Poczułam, że przytula mnie mocno do siebie, a mi kolana się ugięły. Odsunął się ode mnie i posłał mi uśmiech. Ten uśmiech, który od drugiego dnia naszych wakacji towarzyszył mi niemal bez przerwy –Come mini disco has just started –objął mnie w pasie i skierowaliśmy się w stronę amfiteatru. Obróciłam się, żeby zobaczyć co z Eweliną, kiedy zobaczyłam ją idącą za nami z wielkim bananem na buzi. Posłałam jej uśmiech i odwróciłam się.
-How long do you stay here? – zapytałam, bez większego namysłu. Jakoś chciałam po prostu wiedzieć, nic nie planowałam. Na co on wybuchł śmiechem.
-Do you wanna come here this year one more time? – zapytał mnie na co ja tylko zaczęłam się śmiać i odpowiedziałam, że oczywiście nie, chciałam tylko wiedzieć –Well I stay here till October – odpowiedział, na co ja tylko się uśmiechnęłam i usiadłyśmy przy ławkach. Gdy mini disco się skończyło, nie było żadnego przedstawienia, tylko bingo. Poszłyśmy do baru zająć stolik. Siedziałyśmy z Eweliną, gdy dołączyła do nas Natalia i brat Eweliny. Wszyscy siedzieliśmy tak ze smutnymi minami, praktycznie nie odzywając się do siebie.
-Już 22.20. Musimy iść bo wasi rodzice się pewnie niecierpliwią – już cała nasza czwórka miała się kierować w kierunku lobby, kiedy wpadłam na pewien pomysł – Może się z nimi pożegnamy? – zaproponowałam, na co reszta wyraziła zgodę. Oczywiście to ja musiałam pierwsza podejść. Gdy tylko Ken nas zobaczył, oderwał się od telefonu i odeszliśmy od baru mijając Mojego Starego, któremu pomachałam i uśmiechnęłam się smutno. Mężczyzna zerwał się z miejsca i popędził za nami. Staliśmy tak z boku baru, było tam ciszej.
-Well so this is goodbye I guess – powiedziałam smutno i spuściłam głowę. Zdziwiło mnie zachowanie mojego animatora.
-Yeah.. so goodbye and have a nice trip – odpowiedział smutny, obrócił się i poszedł. Nie przytulił mnie, nic. Po prostu poszedł sobie. Odwróciłam się w stronę Kena, który od razu mnie przytulił, życzył miłej podróży i powiedział, że ma nadzieję, że jeszcze nas zobaczy.
Siedziałyśmy w autokarze. Smutne, widziałam, że Ew prawie płakała. Zgubiliśmy rezydentkę w jednym z hoteli. Nie za bardzo wiedziałam co się działo. Chciałam być już jak najdalej stąd. Chciałam być już w domu i zapomnieć o nim.
-Ja? Zakochana? Przecież to niemożliwe – szepnęłam do siebie, kiedy już siedzieliśmy w samolocie, zamknęłam oczy i w momencie zasnęłam.
wtorek, 16 lipca 2013
Rozdział 2
Następnego dnia, szczęśliwe popędziłyśmy na basen. Rozłożyłyśmy się na leżakach i poszłyśmy do baru po coś o picia. Gdy tylko doszłyśmy do baru, zaczęło się.
-Karolinaaaaaa! – usłyszałam długi, niski krzyk. Przestraszona spojrzałam na przyjaciółkę i odwróciłam się w kierunku, skąd dobiegło mnie wołanie. Zobaczyłam tam mojego animatora, który szczerzył się w moją stronę od ucha do ucha, przystojnego kolegę, który patrzył na nas podczas posiłków i znacznie starszego od nich mężczyznę. Zdezorientowana zrobiłam minę pod tytułem „What the fuck”, co tylko rozbawiło tamtejsze towarzystwo.
– Kaarolinaaa – powtórzył wołanie, a ku mojemu przerażeniu krzyk wydobył się z ust najstarszego z nich. Popatrzyłam na Ewelinę z głupią miną i zaczęłam podchodzić do naszych nowych znajomych. Ku mojemu jeszcze większemu przerażeniu najstarszy z nich rozwarł ręce w taki sposób jakby chciał mnie przytulić, więc grzecznie podeszłam i przytuliłam go posyłając wystraszone spojrzenie najmłodszemu z nich, który momentalnie wybuchł niepohamowanym śmiechem. Ew też go przytuliła, a on zaczął nam zadawać pytania, skąd jesteśmy, ile mamy lat i czy podoba nam się Turcja. Oczywiście to ja musiałam odpowiadać na wszystkie pytania, gdyż moja przyjaciółka stała za mną i nie raczyła się odezwać. Po krótkiej wymianie zdań grzecznie się pożegnałyśmy, wzięłyśmy napoje i poszłyśmy na leżaki.
-Ale Cię obcinał – szepnęła mi do ucha Ewelina, na co ja posłałam jej tylko pytające spojrzenie –no ten animator, co Ci się wczoraj spodobał. Nawet nie wiesz jak się ładnie do Ciebie uśmiechał! A Ty jak zwykle nawet na niego nie spojrzałaś! – dodała i zaczęła się niepohamowanie śmiać.
Zignorowałam jej docinki i zaczęłam szukać mojego ipoda w torebce. Kiedy go znalazłam i podniosłam głowę moim oczom ukazał się on. Przystojny, wysoki, czarne włosy i niesamowity uśmiech.
-Ewi! Ewi! Ja się duszę o matko! – i tutaj zaczęłam się naprawdę dusić. Pierwszy raz w życiu widziałam tak przystojnego faceta. Na oko miał może 19lat. Popatrzyłam na przyjaciółkę, która jak zwykle nie ogarniała co się dzieje i patrzyła na mnie jak na debila. Bez słowa pokazałam jej palcem animatora. Tak, to musiał być animator. Widziałam jak wita się z pozostałymi, a potem poszedł na dj-kę i włączył muzykę. Kiedy Ewelina go zobaczyła, jej również szczęka opadła.
-Maaatko.. Jakie ciastko! – zaczęła się drzeć i wychylać, żeby go dobrze obejrzeć.
-Ewelina! Zachowuj się! Siadaj normalnie! Obciach robisz! – skarciłam moją przyjaciółkę po czym zaczęłam się śmiać i dodałam – Cóż.. Te wakacje może wcale nie będą takie nudne.
Po niecałych trzydziestu minutach zaczęły się animacje. – Volayball time! – krzyknął ktoś do mikrofonu. Jak się okazało był to „mój” animator.
-Ewelina! Idziemy! – krzyknęłam uradowana, widząc że tata przyjaciółki i jego kolega są już gotowi do gry.
-Nie ma mowy! Dobrze wiesz że nie umiem grać! – odpowiedziała zła i założyła ręce na piersi. Odpowiedziałam jej uśmiechem. Tak. Siatkówka. Dobrze wiedziałam że ona nie cierpi tej gry. Ja też, ale była to możliwość do nawiązania bliższego kontaktu z animatorami i poznania ich imion. Zauważyłam jak dwójka z animatorów podchodzi do nas jeden wyciągnął Ewelinę i wrzucił ją do basenu, a drugi podszedł do mnie, rzucił swoim nieziemskim uśmiechem w moją stronę i wziął mnie na ręce.
-Come baby, it’s volayball time – krzyknął zadowolony i zanim się spostrzegłam wskoczył ze mną do wody. Była tak okropnie zimna, że chciałam go utopić, za to co mi zrobił, ale gdy tylko zobaczyłam jego twarz uśmiechnęłam się od ucha do ucha i podpłynęłam w stronę siatki.
EWELINA
-Boże jak ja nie cierpię tej gry – szepnęłam do siebie i z wymuszonym uśmiechem próbowałam udawać, że umiem grać, aż do momentu kiedy oberwałam piłką w twarz. Już miałam się wydrzeć, bo byłam pewna, że to mój durny brat to zrobił, lecz kiedy się odwróciłam zobaczyłam animatora, który podpłynął do mnie i zaniepokojony zapytał czy wszystko ze mną w porządku.
-Yeah, I’m ok. – odpowiedziałam i spojrzałam mu w oczy. Te oczy. Na pewno nigdy ich nie zapomnę. Duże czekoladowe, ciemne oczy i długie rzęsy. Te iskierki w oczach i jego uśmiech. Na moment zastygłam i zapomniałam o świecie, ale kiedy drugi raz oberwałam piłką wróciłam do rzeczywistości.
_____________________________
-Karolina, Ewelina! Idziemy na obiad, zajmiemy wam miejsce – powiedziała moja mama i wszyscy poszli na obiad, kiedy my suszyłyśmy się na słoneczku.
-Wiesz kto jest teraz na obiedzie? Siedzi przy tym stoliku co zwykle i czeka na nas? – powiedziała Karolina z uśmiechem. Nie zrozumiałam na początku o czym mówi, w ogóle jej nie słuchałam. Wciąż myślałam o tych czekoladowych oczach - Ew! Ocknij się! On tam jest i czeka na nas! – krzyknęła dziewczyna. Kiedy dotarło do mnie co mówi od razu zaczęłam się ubierać i poganiać przyjaciółkę. Kiedy wpadłyśmy do restauracji od razu go zauważyłam. Siedział przy stoliku na zewnątrz. Żółta, neonowa koszulka na ramiączkach, białe spodenki i czarne okulary. Przechodząc obok niego uśmiechnęłam się do niego najpiękniej jak potrafiłam, a on odwzajemnił uśmiech.
-Cały czas się na nas patrzy – poinformowała mnie Karolina, gdyż ja siedziałam do niego tyłem. Z nerwów nie mogłam widelcem trafić do buzi, aż tak mi się ręka trzęsła. – Ktoś do niego podszedł – relacjonowała przyjaciółka – Ehh poszedł – powiedziała ze smutkiem w głosie, na co ja popatrzyłam na nią wymownie – No co?! Ładny jest i tyle.. przecież wiem że na niego lecisz.
-Na kogo leci? – podeszła do nas Natalia i zaczęła wypytywać.
-Na nikogo! – krzyknęłyśmy chórem, a ona uśmiechnęła się krzywo, wzruszyła ramionami i poszła w przeciwną stronę. Wybuchłyśmy śmiechem i poszłyśmy opalać się na leżaki. Do godziny 15 nie było co robić, ponieważ animatorzy mieli przerwę. Chciałam o nich porozmawiać z przyjaciółką, ale widziałam, że Natalia cały czas stara się podsłuchać. Czas ciągnął mi się niemiłosiernie, aż zobaczyłam, że w końcu animatorzy schodzą na basen. Najpierw był czas na water gymnastic, a potem nadszedł czas na waterpolo. Popatrzyłam ile osób idzie zagrać i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam samych ogromnych facetów, więc wraz z przyjaciółką zrezygnowałyśmy z udziału w grze. Kiedy mieli już rozpocząć zobaczyłam jak ten starszy animator podchodzi do Karoliny i bierze ją na ręce i wskakuje z nią do wody. Zrobiło mi się smutno, że do mnie też nie podszedł, ale w tym momencie zobaczyłam moje ciastko pędzące w moją stronę, nie zdążyłam schować nawet mp4, ponieważ wziął mnie na ręce i nawet nie spostrzegłam się, a już byłam w zimnej wodzie.
-Polska vs Other Countries – krzyknął ten starszy animator. Nawet nie wiedziałam, że w tym hotelu jest tylu polaków. Kiedy stałyśmy z Karoliną z boku, nie wiedząc co ze sobą zrobić usłyszałam tylko krzyk przyjaciółki i animatora, który trzymał jej nogę wysoko nad wodą, a cała reszta jej ciała była pod wodą. Zaczęłam się niepohamowanie śmiać, kiedy nagle poczułam jak coś wielkiego i ciężkiego wskoczyło mi na plecy. Okazało się, że był to mój słodziak z restauracji. Wszyscy w czwórkę przestaliśmy zwracać uwagę na grę. Topiliśmy się, wskakiwaliśmy na siebie i śmialiśmy się w niebogłosy. Nawet nie zauważyłam kiedy inni ludzie przestali grać.
KAROLINA
-Karolina! Kiss me! – usłyszałam za moimi plecami i znieruchomiałam. Powoli się obróciłam i zobaczyłam, że stoi tam mój animator. – Kiss me –powtórzył, a ja stałam dalej z głupią miną. – If you kiss me I’ll kiss Kaan – krzyknął uradowany i wyszczerzył się.
-Ee.. on the cheek? – zapytałam lekko zdezorientowana. Na co on odpowiedział mi śmiechem i powiedział że nie. Czułam na sobie spojrzenie Eweliny, animatora i tego Kena czy jak mu tam. – Noo.. I can’t, I’m sorry. – obróciłam się i podpłynęłam do krawędzi basenu, aby wyjść i uciec stamtąd.
EWELINA
-Haha głupia! Mogłaś się z nim całować – podbiegłam do Karoliny i zaczęłam się śmiać z jej głupiej miny.
-Dobrze wiesz, że jestem z Maćkiem, nie będę go zdradzać – odpowiedziała lekko zdenerwowana, więc już nie drążyłam tematu i poszłyśmy do pokoju.
Kiedy się już wykąpałyśmy zaczęłyśmy rozmawiać o tym co działo się w ciągu dnia, aż wpadłyśmy na pomysł, żeby ich jakoś nazwać. Jako, że nie miałyśmy pojęcia jak się nazywają wpadłyśmy na pomysł, że wymyślimy im przezwiska.
-Na tego Twojego wołają jakoś Ken czy coś takiego – powiedziała Karolina.
-A tego Twojego nazwiemy „Twój Stary” bo jest stary! – krzyknęłam zadowolona, na co Karolina popatrzyła na mnie morderczym spojrzeniem.
-Wcale nie jest taki stary! – odpowiedziała oburzona – Tego najładniejszego nazwiemy DJ, bo on ciągle puszcza piosenki i jest jeszcze ten brzydki, który jest na animacjach za miśka przebrany.
-Taak.. Tego nazwiemy po prostu Misiek. Ahh mój Ken – powiedziałam rozmarzona i przypomniałam sobie o jego oczach.
-Jasne! Ja biorę Mojego Starego, to chyba oczywiste i DJ! – krzyknęła przyjaciółka.
-Nie ma takiej opcji! – krzyknęłam – Dlaczego Ty masz mieć dwóch? – dodałam obrażona.
-Bo Mój Stary leci na mnie, to widać, no a Dj ja pierwsza zobaczyłam – powiedziała Karolina, na co ja tylko burknęłam pod nosem, że wcale nie jest taki ładny i w takich nastrojach poszłyśmy na kolacje.
-Karolinaaaaaa! – usłyszałam długi, niski krzyk. Przestraszona spojrzałam na przyjaciółkę i odwróciłam się w kierunku, skąd dobiegło mnie wołanie. Zobaczyłam tam mojego animatora, który szczerzył się w moją stronę od ucha do ucha, przystojnego kolegę, który patrzył na nas podczas posiłków i znacznie starszego od nich mężczyznę. Zdezorientowana zrobiłam minę pod tytułem „What the fuck”, co tylko rozbawiło tamtejsze towarzystwo.
– Kaarolinaaa – powtórzył wołanie, a ku mojemu przerażeniu krzyk wydobył się z ust najstarszego z nich. Popatrzyłam na Ewelinę z głupią miną i zaczęłam podchodzić do naszych nowych znajomych. Ku mojemu jeszcze większemu przerażeniu najstarszy z nich rozwarł ręce w taki sposób jakby chciał mnie przytulić, więc grzecznie podeszłam i przytuliłam go posyłając wystraszone spojrzenie najmłodszemu z nich, który momentalnie wybuchł niepohamowanym śmiechem. Ew też go przytuliła, a on zaczął nam zadawać pytania, skąd jesteśmy, ile mamy lat i czy podoba nam się Turcja. Oczywiście to ja musiałam odpowiadać na wszystkie pytania, gdyż moja przyjaciółka stała za mną i nie raczyła się odezwać. Po krótkiej wymianie zdań grzecznie się pożegnałyśmy, wzięłyśmy napoje i poszłyśmy na leżaki.
-Ale Cię obcinał – szepnęła mi do ucha Ewelina, na co ja posłałam jej tylko pytające spojrzenie –no ten animator, co Ci się wczoraj spodobał. Nawet nie wiesz jak się ładnie do Ciebie uśmiechał! A Ty jak zwykle nawet na niego nie spojrzałaś! – dodała i zaczęła się niepohamowanie śmiać.
Zignorowałam jej docinki i zaczęłam szukać mojego ipoda w torebce. Kiedy go znalazłam i podniosłam głowę moim oczom ukazał się on. Przystojny, wysoki, czarne włosy i niesamowity uśmiech.
-Ewi! Ewi! Ja się duszę o matko! – i tutaj zaczęłam się naprawdę dusić. Pierwszy raz w życiu widziałam tak przystojnego faceta. Na oko miał może 19lat. Popatrzyłam na przyjaciółkę, która jak zwykle nie ogarniała co się dzieje i patrzyła na mnie jak na debila. Bez słowa pokazałam jej palcem animatora. Tak, to musiał być animator. Widziałam jak wita się z pozostałymi, a potem poszedł na dj-kę i włączył muzykę. Kiedy Ewelina go zobaczyła, jej również szczęka opadła.
-Maaatko.. Jakie ciastko! – zaczęła się drzeć i wychylać, żeby go dobrze obejrzeć.
-Ewelina! Zachowuj się! Siadaj normalnie! Obciach robisz! – skarciłam moją przyjaciółkę po czym zaczęłam się śmiać i dodałam – Cóż.. Te wakacje może wcale nie będą takie nudne.
Po niecałych trzydziestu minutach zaczęły się animacje. – Volayball time! – krzyknął ktoś do mikrofonu. Jak się okazało był to „mój” animator.
-Ewelina! Idziemy! – krzyknęłam uradowana, widząc że tata przyjaciółki i jego kolega są już gotowi do gry.
-Nie ma mowy! Dobrze wiesz że nie umiem grać! – odpowiedziała zła i założyła ręce na piersi. Odpowiedziałam jej uśmiechem. Tak. Siatkówka. Dobrze wiedziałam że ona nie cierpi tej gry. Ja też, ale była to możliwość do nawiązania bliższego kontaktu z animatorami i poznania ich imion. Zauważyłam jak dwójka z animatorów podchodzi do nas jeden wyciągnął Ewelinę i wrzucił ją do basenu, a drugi podszedł do mnie, rzucił swoim nieziemskim uśmiechem w moją stronę i wziął mnie na ręce.
-Come baby, it’s volayball time – krzyknął zadowolony i zanim się spostrzegłam wskoczył ze mną do wody. Była tak okropnie zimna, że chciałam go utopić, za to co mi zrobił, ale gdy tylko zobaczyłam jego twarz uśmiechnęłam się od ucha do ucha i podpłynęłam w stronę siatki.
EWELINA
-Boże jak ja nie cierpię tej gry – szepnęłam do siebie i z wymuszonym uśmiechem próbowałam udawać, że umiem grać, aż do momentu kiedy oberwałam piłką w twarz. Już miałam się wydrzeć, bo byłam pewna, że to mój durny brat to zrobił, lecz kiedy się odwróciłam zobaczyłam animatora, który podpłynął do mnie i zaniepokojony zapytał czy wszystko ze mną w porządku.
-Yeah, I’m ok. – odpowiedziałam i spojrzałam mu w oczy. Te oczy. Na pewno nigdy ich nie zapomnę. Duże czekoladowe, ciemne oczy i długie rzęsy. Te iskierki w oczach i jego uśmiech. Na moment zastygłam i zapomniałam o świecie, ale kiedy drugi raz oberwałam piłką wróciłam do rzeczywistości.
_____________________________
-Karolina, Ewelina! Idziemy na obiad, zajmiemy wam miejsce – powiedziała moja mama i wszyscy poszli na obiad, kiedy my suszyłyśmy się na słoneczku.
-Wiesz kto jest teraz na obiedzie? Siedzi przy tym stoliku co zwykle i czeka na nas? – powiedziała Karolina z uśmiechem. Nie zrozumiałam na początku o czym mówi, w ogóle jej nie słuchałam. Wciąż myślałam o tych czekoladowych oczach - Ew! Ocknij się! On tam jest i czeka na nas! – krzyknęła dziewczyna. Kiedy dotarło do mnie co mówi od razu zaczęłam się ubierać i poganiać przyjaciółkę. Kiedy wpadłyśmy do restauracji od razu go zauważyłam. Siedział przy stoliku na zewnątrz. Żółta, neonowa koszulka na ramiączkach, białe spodenki i czarne okulary. Przechodząc obok niego uśmiechnęłam się do niego najpiękniej jak potrafiłam, a on odwzajemnił uśmiech.
-Cały czas się na nas patrzy – poinformowała mnie Karolina, gdyż ja siedziałam do niego tyłem. Z nerwów nie mogłam widelcem trafić do buzi, aż tak mi się ręka trzęsła. – Ktoś do niego podszedł – relacjonowała przyjaciółka – Ehh poszedł – powiedziała ze smutkiem w głosie, na co ja popatrzyłam na nią wymownie – No co?! Ładny jest i tyle.. przecież wiem że na niego lecisz.
-Na kogo leci? – podeszła do nas Natalia i zaczęła wypytywać.
-Na nikogo! – krzyknęłyśmy chórem, a ona uśmiechnęła się krzywo, wzruszyła ramionami i poszła w przeciwną stronę. Wybuchłyśmy śmiechem i poszłyśmy opalać się na leżaki. Do godziny 15 nie było co robić, ponieważ animatorzy mieli przerwę. Chciałam o nich porozmawiać z przyjaciółką, ale widziałam, że Natalia cały czas stara się podsłuchać. Czas ciągnął mi się niemiłosiernie, aż zobaczyłam, że w końcu animatorzy schodzą na basen. Najpierw był czas na water gymnastic, a potem nadszedł czas na waterpolo. Popatrzyłam ile osób idzie zagrać i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam samych ogromnych facetów, więc wraz z przyjaciółką zrezygnowałyśmy z udziału w grze. Kiedy mieli już rozpocząć zobaczyłam jak ten starszy animator podchodzi do Karoliny i bierze ją na ręce i wskakuje z nią do wody. Zrobiło mi się smutno, że do mnie też nie podszedł, ale w tym momencie zobaczyłam moje ciastko pędzące w moją stronę, nie zdążyłam schować nawet mp4, ponieważ wziął mnie na ręce i nawet nie spostrzegłam się, a już byłam w zimnej wodzie.
-Polska vs Other Countries – krzyknął ten starszy animator. Nawet nie wiedziałam, że w tym hotelu jest tylu polaków. Kiedy stałyśmy z Karoliną z boku, nie wiedząc co ze sobą zrobić usłyszałam tylko krzyk przyjaciółki i animatora, który trzymał jej nogę wysoko nad wodą, a cała reszta jej ciała była pod wodą. Zaczęłam się niepohamowanie śmiać, kiedy nagle poczułam jak coś wielkiego i ciężkiego wskoczyło mi na plecy. Okazało się, że był to mój słodziak z restauracji. Wszyscy w czwórkę przestaliśmy zwracać uwagę na grę. Topiliśmy się, wskakiwaliśmy na siebie i śmialiśmy się w niebogłosy. Nawet nie zauważyłam kiedy inni ludzie przestali grać.
KAROLINA
-Karolina! Kiss me! – usłyszałam za moimi plecami i znieruchomiałam. Powoli się obróciłam i zobaczyłam, że stoi tam mój animator. – Kiss me –powtórzył, a ja stałam dalej z głupią miną. – If you kiss me I’ll kiss Kaan – krzyknął uradowany i wyszczerzył się.
-Ee.. on the cheek? – zapytałam lekko zdezorientowana. Na co on odpowiedział mi śmiechem i powiedział że nie. Czułam na sobie spojrzenie Eweliny, animatora i tego Kena czy jak mu tam. – Noo.. I can’t, I’m sorry. – obróciłam się i podpłynęłam do krawędzi basenu, aby wyjść i uciec stamtąd.
EWELINA
-Haha głupia! Mogłaś się z nim całować – podbiegłam do Karoliny i zaczęłam się śmiać z jej głupiej miny.
-Dobrze wiesz, że jestem z Maćkiem, nie będę go zdradzać – odpowiedziała lekko zdenerwowana, więc już nie drążyłam tematu i poszłyśmy do pokoju.
Kiedy się już wykąpałyśmy zaczęłyśmy rozmawiać o tym co działo się w ciągu dnia, aż wpadłyśmy na pomysł, żeby ich jakoś nazwać. Jako, że nie miałyśmy pojęcia jak się nazywają wpadłyśmy na pomysł, że wymyślimy im przezwiska.
-Na tego Twojego wołają jakoś Ken czy coś takiego – powiedziała Karolina.
-A tego Twojego nazwiemy „Twój Stary” bo jest stary! – krzyknęłam zadowolona, na co Karolina popatrzyła na mnie morderczym spojrzeniem.
-Wcale nie jest taki stary! – odpowiedziała oburzona – Tego najładniejszego nazwiemy DJ, bo on ciągle puszcza piosenki i jest jeszcze ten brzydki, który jest na animacjach za miśka przebrany.
-Taak.. Tego nazwiemy po prostu Misiek. Ahh mój Ken – powiedziałam rozmarzona i przypomniałam sobie o jego oczach.
-Jasne! Ja biorę Mojego Starego, to chyba oczywiste i DJ! – krzyknęła przyjaciółka.
-Nie ma takiej opcji! – krzyknęłam – Dlaczego Ty masz mieć dwóch? – dodałam obrażona.
-Bo Mój Stary leci na mnie, to widać, no a Dj ja pierwsza zobaczyłam – powiedziała Karolina, na co ja tylko burknęłam pod nosem, że wcale nie jest taki ładny i w takich nastrojach poszłyśmy na kolacje.
sobota, 13 lipca 2013
Rozdział 1
Wciąż bardzo dobrze to pamiętam, mimo tego, że niedawno minął rok od tego zdarzenia. Telefon. Wiadomość, że jadę z najlepszą przyjaciółką, jej rodzicami i ich znajomymi do Turcji. Ta dziwna nazwa hotelu. Poznanie Natalii, która chyba mnie nie polubiła. Lot, przyjazd do hotelu i to długie oczekiwanie aż w końcu dostaniemy nasz pokój. Dobrze pamiętam nasze zmęczenie tego dnia, jedyne czego chciałyśmy w tamtym momencie to dostać się do naszego pokoju. Byłyśmy wykończone podróżą jednakże nie mogłyśmy spać jakbyśmy przeczuwały, że te wakacje mogą zmienić nasze życie. Ciągle przywołuje sobie to nieziemskie spojrzenie chłopaka, który przy każdym posiłku siadał niedaleko lekko się uśmiechając. Pierwszego dnia nic się nie działo, byłyśmy smutne i rozczarowane. Aż do tego wieczoru. Nigdy tego nie zapomnę.
Siedziałam sobie na leżakach zamyślona, patrząc jak małe dzieci tańczą na mini disco. Kiedy nagle usłyszałam pisk mojej przyjaciółki
-Karoooolina! Ruszaj się! Idziemy! Kaczuszki tańczą! – krzyczała i podskakiwała, a ja patrzyłam się na nią jak na ufoludka.
-Porąbało Cię?! Nie będę tańczyć Kaczuszek! – krzyknęłam, wybuchając śmiechem. Ale już po chwili byłam ciągnięta na środek sceny przez Ewelinę i Natalię.
Tańczyłyśmy już któryś taniec z kolei, aż nagle przeszedł on. Ubrany w krótkie jeansowe spodnie, białą bluzkę. Gdy zobaczył nas odwrócił się i obdarował mnie najpiękniejszym uśmiechem na świecie. Lekko speszona odwróciłam wzrok i starałam się skupić na jakimś durnym tańcu „Push pineapple on the tree”. Odwróciłam się w stronę, którą poszedł nieznajomy i zobaczyłam całą grupę animatorów. Po raz pierwszy od przyjazdu. Wszyscy byli bardzo młodzi, mogli mieć maksymalnie 20 lat. Natomiast ten który wpadł mi w oko, był nieco starszy, natomiast bardzo przystojny.
-Kaaarolina! Ocknij się! Teraz będą przedstawiać nas – syknęła do mnie Ewelina.
-Ooo nie! Ja stąd uciekam! Mnie tu nigdy nie było – krzyknęłam w panice. Już zrobiłam krok do przodu kiedy poczułam opór i wróciłam na miejsce. Okazało się, że Ew mnie przytrzymała z wielkim wyszczerzem na twarzy. Natomiast ku mojemu przerażeniu z mikrofonem podszedł on. Uśmiechnął się do mnie i zaczął przedstawiać młodsze dzieci, kiedy ja w panice próbowałam ogarnąć włosy i ubrania. Wciąż pamiętam co miałam na sobie ubrane. Czarną koszulkę z napisem „Give me a smile”, krótkie jeansowe spodenki i buty za kostkę. Popatrzyłam na przyjaciółkę i zobaczyłam, że ona też próbuje się poprawić. Posłałam jej jeden z moich największych wyszczerzy i odwróciłam się w stronę animatora. Okazało się, że właśnie przedstawiał Bartka, młodszego brata Eweliny. Została tylko Natalia, Ewelina i ja. Cały czas miałam w głowie plan ucieczki. Tata przyjaciółki ganiał z aparatem i robił nam miliony zdjęć. Kiedy nagle usłyszałam, jak ktoś mówi do mikrofonu „Eweelina!” i zamarłam. Tak teraz miała być moja kolej. Ewi wróciła zadowolona do rzędu, natomiast ja chwiejnym krokiem podeszłam do animatora, który znów posłał mi swój zniewalający uśmiech.
-What’s your name? – usłyszałam
-Karolina – odpowiedziałam cichym głosem, który na pewno nie pasował do mnie. Zawsze pewnej siebie dziewczyny.
-Where are you from? - przytulił mnie i ścisnął mi ramie, jakby mówił, żebym się nie denerwowała.
-Polska – odpowiedziałam już nieco pewniej i posłałam mu mój sławny wyszczerz. Mężczyzna odwzajemnił go i popatrzył się co mam na sobie. Schylił się trochę i zaczął czytać do mikrofonu napis na mojej bluzce. – Give me a smile – animator uśmiechnął się a ja odwróciłam się i czym prędzej wróciłam do przyjaciółki. Jeszcze tylko ukłon i wróciłyśmy do rodziców Eweliny i Natalii, którzy od razu zaczęli się z nas śmiać.
Nigdy nie zapomnę tego wieczoru, bo właśnie od tego zaczęła się cała nasza przygoda z Turcją i animatorami. Ta summer love trwa do dziś mimo tego, że minął już ponad rok od tamtego dnia.
Siedziałam sobie na leżakach zamyślona, patrząc jak małe dzieci tańczą na mini disco. Kiedy nagle usłyszałam pisk mojej przyjaciółki
-Karoooolina! Ruszaj się! Idziemy! Kaczuszki tańczą! – krzyczała i podskakiwała, a ja patrzyłam się na nią jak na ufoludka.
-Porąbało Cię?! Nie będę tańczyć Kaczuszek! – krzyknęłam, wybuchając śmiechem. Ale już po chwili byłam ciągnięta na środek sceny przez Ewelinę i Natalię.
Tańczyłyśmy już któryś taniec z kolei, aż nagle przeszedł on. Ubrany w krótkie jeansowe spodnie, białą bluzkę. Gdy zobaczył nas odwrócił się i obdarował mnie najpiękniejszym uśmiechem na świecie. Lekko speszona odwróciłam wzrok i starałam się skupić na jakimś durnym tańcu „Push pineapple on the tree”. Odwróciłam się w stronę, którą poszedł nieznajomy i zobaczyłam całą grupę animatorów. Po raz pierwszy od przyjazdu. Wszyscy byli bardzo młodzi, mogli mieć maksymalnie 20 lat. Natomiast ten który wpadł mi w oko, był nieco starszy, natomiast bardzo przystojny.
-Kaaarolina! Ocknij się! Teraz będą przedstawiać nas – syknęła do mnie Ewelina.
-Ooo nie! Ja stąd uciekam! Mnie tu nigdy nie było – krzyknęłam w panice. Już zrobiłam krok do przodu kiedy poczułam opór i wróciłam na miejsce. Okazało się, że Ew mnie przytrzymała z wielkim wyszczerzem na twarzy. Natomiast ku mojemu przerażeniu z mikrofonem podszedł on. Uśmiechnął się do mnie i zaczął przedstawiać młodsze dzieci, kiedy ja w panice próbowałam ogarnąć włosy i ubrania. Wciąż pamiętam co miałam na sobie ubrane. Czarną koszulkę z napisem „Give me a smile”, krótkie jeansowe spodenki i buty za kostkę. Popatrzyłam na przyjaciółkę i zobaczyłam, że ona też próbuje się poprawić. Posłałam jej jeden z moich największych wyszczerzy i odwróciłam się w stronę animatora. Okazało się, że właśnie przedstawiał Bartka, młodszego brata Eweliny. Została tylko Natalia, Ewelina i ja. Cały czas miałam w głowie plan ucieczki. Tata przyjaciółki ganiał z aparatem i robił nam miliony zdjęć. Kiedy nagle usłyszałam, jak ktoś mówi do mikrofonu „Eweelina!” i zamarłam. Tak teraz miała być moja kolej. Ewi wróciła zadowolona do rzędu, natomiast ja chwiejnym krokiem podeszłam do animatora, który znów posłał mi swój zniewalający uśmiech.
-What’s your name? – usłyszałam
-Karolina – odpowiedziałam cichym głosem, który na pewno nie pasował do mnie. Zawsze pewnej siebie dziewczyny.
-Where are you from? - przytulił mnie i ścisnął mi ramie, jakby mówił, żebym się nie denerwowała.
-Polska – odpowiedziałam już nieco pewniej i posłałam mu mój sławny wyszczerz. Mężczyzna odwzajemnił go i popatrzył się co mam na sobie. Schylił się trochę i zaczął czytać do mikrofonu napis na mojej bluzce. – Give me a smile – animator uśmiechnął się a ja odwróciłam się i czym prędzej wróciłam do przyjaciółki. Jeszcze tylko ukłon i wróciłyśmy do rodziców Eweliny i Natalii, którzy od razu zaczęli się z nas śmiać.
Nigdy nie zapomnę tego wieczoru, bo właśnie od tego zaczęła się cała nasza przygoda z Turcją i animatorami. Ta summer love trwa do dziś mimo tego, że minął już ponad rok od tamtego dnia.
Główne bohaterki
KAROLINA
Pochodzi z Krakowa, ma 18lat. Jeśli chodzi o nią, to jest to całkowite przeciwieństwo Eweliny, zarówno z charakteru jak i wyglądu. Pewna siebie, trochę zbyt zarozumiała, odważna, roztrzepana, pyskata i na pewno nieodpowiedzialna dziewczyna. Choć dobrze wie, że nie jest pięknością z okładki, z łatwością umie poderwać każdego faceta. To właśnie ona jest zawsze w centrum uwagi, choć wcale się tam nie pcha. W szkole nie jest geniuszem, ale nieźle sobie radzi, natomiast uwielbia sport. Karolina ma długie blond włosy oraz duże jasnoniebieskie oczy.
EWELINAPochodzi z Krakowa, ma 18 lat. Zna się z Karoliną od przedszkola, ale nigdy się nie lubiły. Dopiero w gimnazjum zaczęły ze sobą normalnie rozmawiać, aż luźne rozmowy przerodziły się w przyjaźń. Jest raczej tą spokojniejszą, rozsądniejszą oraz odpowiedzialniejszą. Gdy poznaje nowych ludzi jest w stosunku do nich nieśmiała, zwłaszcza jeśli chodzi o przystojnych facetów. Jest jedną z najlepszych uczennic w klasie, ale jeśli chodzi o sport to jest.. raczej kiepska.Jedyne sporty w których się odnajduje to pływanie i narciarstwo. Ewelina to bardo ładna, długowłosa brunetka, o dużych zielonych oczach. Mimo tego, że jest nieśmiała to zawsze twierdzi, że jest najładniejsza i najmądrzejsza na świecie. Tych skromnych samo opinii nauczyła się od Karoliny.
NATALIA
Tak jak pozostałe dziewczyny również pochodzi z Krakowa, ma 15 lat. Mimo tego, że jest młodsza od Eweliny i Karoliny, ma bardzo dobry kontakt z Eweliną. Jest osobą raczej nieufną, szybko oceniającą innych oraz jest roztrzepaną dziewczyną. Jest zawsze wesoła wśród znajomych, nigdy nie da po sobie poznać, że coś jest nie tak. Ma brązowe włosy oraz piwne oczy. Kocha pomagać innym, lubi grać na gitarze. Od zawsze chciała nauczyć się jeździć na snowboardzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

